Skip to main content

Anton

Macaca fascicularis is a pretty common sight in Mesangat area, as well as in the rest of lowland Borneo. They live in groups of 20 – 30 individuals and spend a lot of time in low trees and thick scrub, near rivers, coastal forests, villages, gardens, plantations and our raft. They feed on ripe fruits, insects, crustaceans and anything they can steal from our kitchen (they sometimes steal pots and pans from the fishermen, so I imagine their cooking skills are well honed).

Last year a few macaques came very close to our raft – probably because we were giving them bananas – and we named one of them Anton. Anton turned out to be very hard to distinguish from the others, so we ended up calling every long-tailed macaque Anton or Anton’s Family. Anton was our pet, he’d come for bananas, jump around the trees in front of our raft, ate our toilet paper and broke into our kitchen.

Unfortunately, one morning at the end our stay we made a horrible discovery: Anton (or a member of Anton’s Family) was dead, his corpse floating in front of our raft. We still don’t know what happened to him, but we suspect snakebite or banana poisoning.

This year Anton’s Family is still around but they don’t come too close to the raft. We also don’t give them bananas anymore, but even if we did I’m not sure if they’d take them. We all remember what happened to Anton.





Anton's family in the distance


Macaca fascicularis jest dosyć powszechnym widokiem w okolicach Mesangat jak i w innych nizinnych rejonach Borneo. Małpy te żyją w grupach liczących 20 – 30 osobników i spędzają sporo czasu na niskich gałęziach drzew, w gęstych krzkach, w okolicach rzek, wybrzerzy, wiosek, ogrodów, plantacji i naszej tratwy. Żywią się głównie owocami, owadami, skorupiakami i tym, co ukradną nam z kuchni (czasami kradną też rybakom garnki i patelnie, więc ich umiejętności kulinarne moga być całkiem dobrze rozwinięte).

W zeszłym roku kilka makak podchodziło bardzo blisko naszej tratwy – prawdopodobnie dlatego, że rzucaliśmy im banany – nazwaliśmy jedną z nich Anton. A że Anton okazał się trudny do poźniejszego rozpoznania, od tego czasu wszystkie makaki nazywamy Anton lub Rodzina Antona. Anton był naszym „pet“, przychodził po banany, skakał po drzewach naprzeciwko tratwy, zjadł nam papier toaletowy i włamał się do kuchini.

Niestey, pewnego ranka pod koniec naszego zeszłorocznego pobytu dokonaliśmy dosyć makabrycznego od krycia: Anton (lub członek Rodziny Antona) dryfował martwy przed naszą tratwą. Do dziś nie wiemy co mu się stało – podejrzewaliśmy ukąszenie węża lub zatrucie bananami.

W tym roku Rodzina Antona nadal jest w okolicy, ale nie podchodzą już tak blisko tratwy. Nie dajemy im już też bananów, zresztą nawet gdybyśmy je zaoferowali, nie wiadomo, czy by wzięły. W końcu wszyscy pamiętamy, co się stało z Antonem.

Comments