Skip to main content

Charlie

We had a plan to go search for tomistoma nests yesterday. But, as it often happens, plans have changed. The water is still low, and the way to the place where the nests (and crocodiles) are supposed to be is rather difficult even at higher water levels: it’s about an hour of squeezing in between thick floating grass mats. With so little water around, we’d have to get out of the boat and walk on the grass mats all the time. And even though I’ve repeatedly said I’m ready to do it, the fishermen don’t seem to believe that and keep reminding me of our last “getting out of the boat and walking on the mats” trip. We took a turn too fast, tipped the boat, and sunk it. We then had to spend half an hour waist deep in the middle of the lake, fishing out our stuff and the boat.

So we didn’t go search for tomistoma nests (but we made a plan to do it sometime in the next few days!). Instead, we went to release Charlie, the tomistoma we caught the other day.

In the afternoon we spotted Anton (or a member of Anton’s Family), who boldly decided to come get a banana, but he run away before I got a chance to take a photo. So I’ve spent the better part of the afternoon waiting with a camera and another banana – but Anton clearly realised it was a set up and didn’t come back.

We didn’t spot any crocs during the night survey, but as soon as we came back to the raft, disappointed, Pak Iwan (one of the fishermen that help us) called saying he found a tomistoma. It was Charlie. So it seems we’ve found one of Stevie’s relatives.
Wczoraj mieliśmy wstępny plan poszukać gniazd krokodyli, ale jak to bywa ze wstępnymi planami, uległy one całkowitej zmianie. Wciąż jest mało wody, a droga do miejsca, gdzie prawdopodobnie są gniazda (i krokodyle) jest trudna nawet przy wyższym poziomie wody: przez około godzinę trzeba się przeciskać między pływającymi matami gęstej trawy. Przy tak małej ilości wody musielibyśmy co chwilę wychodzić z łódki i chodzić po matach. I mimo, że wielkrotnie wyraziłam na to gotowość, tutejsi rybacy jakoś średnio temu wierzą i ciągle przypominają mi naszą ostatnią wyprawę z chodzeniem po matach. Zaliczyliśmy wtedy niefortunną wywrotkę i pierwsze zatopienie łodzi, po którym spędziliśmy pół godziny w wodzie do pasa wyławiając nasze rzeczy i łódkę.

Wobec czego nie popłynęliśmy szukać gniazd (ale mamy wstępny plan zrobić to za parę dni!). Zamiast tego obfotografowaliśmy się ze złapaną tomistomą, którą nazwaliśmy Charlie i wypuściliśmy ją z powrotem do zalanego lasu.

Po południu zauważyliśmy Antona (albo członka Rodziny Antona), który w przypływie odwagi wpadł do nas po banana, ale uciekł zanim zdążyłam zrobić mu zdjęcie. Spędziłam więc trochę czasu czając się z aparatem i następnym bananem, ale Anton ewidentnie wyczuł podstęp i nie wrócił.

Wieczorem wypuściliśmy się z Sebastianem na tradycyjne połowy, nie znaleźliśmy żadnego krokodyla. Jak tylko wróciliśmy na tratwę zadzwonił telefon: Pak Iwan (jeden z rybaków, który nam pomaga) znalazł tomistomę. Okazało się, że to znowu Charlie. Wygląda na to, że jest krewnym Stevie’go.

Comments