Skip to main content

Croc box

We had a few crocs on the raft so it got a bit crowded and two days ago we decided to build a croc box. That alone shows how much more successful we’re this year compared to last – back then, with five people living on the raft, we never felt the need to build a croc box.

The box turned out to be a pretty smart contraption and we put Igor and the C. siamensis that have been staying with us in there. That night Natascha caught another C. siamensis – pretty amazing, since we’ve never been able to catch this species. They’re much smarter than tomistoma and always escape, so we only got them from the fishermen when found on fishhook. Unfortunately this new C. siamensis turned out to be smarter than our croc box and it’s managed to escape. So the box needed some improvement.

Last night Sebastian and I went to survey and release Igor. We found one croc – or perhaps it found us. I keep forgetting that both species that live in Mesangat can get quite big (4-5 m) and since we rarely see large specimens, whenever we find one it’s always a bit of a shock for me.

Last night we were slowly paddling Pak Yus’ most unstable small boat when suddenly we heard some rumbling and a splash right behind us. When we turned around we saw a 3 m long object slowly submerging and making a lot of bubbles. The only 3 m long objects that could submerge like this were sinking boats and crocodiles. We were still sitting in our boat – so it had to be the croc.

Unfortunately, even though the water was shallow we couldn’t see which species it was. Besides, sitting in a small boat – and having sunk it a few times – next to a big croc made me a little bit uneasy. So we went away for an hour to let the croc (and me) relax. When we came back the big croc was gone. But it wouldn’t fit into our croc box anyway.

Croc box (now with improved security system)
C. siamensis planning its escape


Mieliśmy na tratwie kilka krokodyli, więc zrobiło się tłoczno i przedwczoraj postanowiliśmy wybudować pojemnik na krokodyle. To pokazuje, że jednak w tym roku lepiej nam idzie łapanie – w zeszłym roku, mieszkając na tratwie w pięć osób ani razu nie odczuliśmy potrzeby wybudowania pojemnika na krokodyle.

Pojmenik był bardzo sprytny, włożyliśmy do niego Igora i C. siamensis, które wcześniej szlały na tratwie, a wieczorem Natascha złapała jeszcze jednego C. siamensis. Do tej pory ani razu nie udało nam się złapać tego gatunku! Zawsze dostajemy go od rybaków, bo C. siamensis są sprytniejsze od tomistomy i nam uciekają. Niestety ten nowy C. siamensis okazał się sprytniejszy również od naszego pojemnika na krokodyle i w nocy uciekł!

Wczoraj wieczorem popłynęliśmy z Sebastianem wypuścić Igora i poszukać nowych krokodyli. Znaleźliśmy jednego – a właście on znalazł nas. Ciągle zapominam, że oba gatunki krokodyli, które występują w Mesangat osiągają spore rozmiary (ok 4-5 m), a rzadko widzimy duże okazy, więc jak na jakiegoś trafimy, zawsze jest to dla mnie lekki szok.

Wczoraj płynęliśmy sobie spokojnie małą niestabilną łódką Pak Yusa, kiedy nagle usłyszeliśmy szelest i plusk tuż za nami. Kiedy się odwróciliśmy w wodzie za naszą łódką zanurzał się jakiś 3 metrowej długości kształt, wypuszczając przy okazji sporą ilość bąbelków. Jedyny trzmetrowy kształt, który mógł się w ten sposób zanurzyć to tonąca łódka lub krokodyl – w łódce wciąż siedzieliśmy, pozostał więc krokodyl.

Niestety, mimo że było w tym miejscu płytko, nie udało nam się zobaczyć który to gatunek. Zresztą, siedząc w małej łódce – i mając za sobą już kilka przypadków zatonięcia – czułam się dosyć niepewnie koło dużego krokodyla, więc odpłynęliśmy na godzinkę, żeby mógł się zrelaksować (i ja przy okazji też). Kiedy wróciliśmy, już go nie było. No trudno – i tak nie zmieściłby się do naszego pojemnika na krokodyle.

Comments