Skip to main content

New raftmates

Natascha, who researches C. siamensis in Mesangat, arrived yesterday – so I’m finally not the only bule in the village! Just in time too, because yesterday morning Pak Yus‘ wife brought us a new C. siamensis caught on fishhook – a nice welcome to Mesangat present.

We’ve spent the whole day yesterday waiting for Natascha, Jacksen and gado gado that they were bringing us. Anton apparently was also waiting, if not for them, then for bananas because he spent most of the day in front of the raft.

So now there’s four of us living in Mesangat and after rearranging everythnig on the raft, eating gado gado, checking what the C. siamensis ate, and playing Uno with the fishermen we decided it might be nice to do some surveys. We only had one boat so had to take turns: first Sebastian and I went to look for tomistoma. We’ve managed to get in the boat and were just finishing eating some snacks when Pak Pahri came with a new tomistoma he caught that night.

This was probably our quickest successful survey ever! :)

Having the tomistoma (we’ve named it Igor) already, we could relax so we spent some time chatting with Pak Pahri and Pak Yus before finally deciding that – since we were already in the boat – we might as well go and do the actual survey. Of course we didn’t find anything and were back after 45 minutes. Natascha and Jacksen didn’t find any crocs either but when they came back a huge butterfly came into the raft and apparently decided to stay here and live with us. Better a butterfly that Anton.

Raft - rearranged

Butterfly

Made friends
Igor


Wczoraj po południu przyjechała Natascha, która bada C. siamensis w Mesangat, więc nareszcie nie jestem jedynym bule w wiosce! Akurat dobrze się składa, bo rano żona Pak Yus’a dała nam nowego C. siamensis złapanego przez rybaków – taki sympatyczny prezent powitalny.

Cały wczorajszy dzień spędziliśmy czekając na Nataschę, Jacksena i gado gado, które mieli przywieźć. Anton chyba też czekał, jeśli nie na nich to przynajmniej na banany, bo spędził większość dnia przed tratwą.

Teraz mieszkamy na tratwie w czwórkę, i po gruntownym przemeblowaniu, zjedzeniu gado gado, sprawdzeniu co zjadł C. siamensis i grze w Uno z rybakami postanowiliśmy w końcu poszukać krokodyli. Jako że mieliśmy tylko jedną łódkę, najpierw Sebastian i ja popłynęliśmy poszukać tomistomy. Zdążyliśmy wsiąść do łódki i dojadaliśmy właśnie przekąski jednocześnie odwiązując cumę, kiedy Pak Pahri przypłynął z nową tomistomą, którą złapał tego wieczoru.

To chyba nasza najkrótsza udana wyprawa! :)

Mając już tomistomę (nazwaliśmy ją Igor) mogliśmy się trochę zrelaksować, więc zdążyliśmy jeszcze pogadać z Pak Pahri a potem Pak Yus’em, który przypłynął sprawdzić jak nam idzie. W końcu wypłynęliśmy z Sebastianem (bo już i tak siedzieliśmy gotowi w łódce), ale nic nie znaleźliśmy i po 45 minutach byliśmy z powrotem. Natascha z Jacksenem też wypłynęli na krótko i nie znaleźli żadnego krokodyla. Ale po powrocie na tratwę czekał na nich duży motyl, który najwyraźniej też postanowił z nami zamieszkać. Lepsze to, niż Anton.

Comments