Skip to main content

Norman (the biter) & Oscar

It seems we’ve missed the only day the water in Mesangat was higher. On the way back to the raft yesterday we could see the mark on the banks where the water had been only few hours before and as we reached the lake the water level was back to 35 cm. Funny joke, Mesangat.

So we still can’t reach the areas where C. siamensis are, but can get to some tomistomas. Last night we saw one, which as usual dived to the bottom when we approached it. The water in that spot was a little over 1 m deep, so a bit too far to reach the croc by hand. And as my whipping out the snare pole at a moment’s notice skills are lacking a bit, by the time I untangled the snare line from the boat the tomistoma’s clearly decided it had had enough and swam away.

So we were coming back empty-handed (again) when we bumped into Pak Edi who happened to successfully catch 2 new tomistomas that night. It’s good I know people who can catch crocs here, as it seems I’m getting progressively worse myself.

When I was taking one of them (Norman) out of the boat, it bit me. Twice, because when I was opening its jaws to free my fingers, it bit me on the other hand. Luckily it’s always the smallest crocs that bite me, and since Norman was only 50 cm long I still have all my fingers attached. But together with Natascha, who has hurt her toenail while pushing the boat on the way to Mesangat, we’ve managed to get a relatively large number of injuries yesterday.

The other tomistoma – Oscar – is bigger and fortunately not a biter. Yet.




Norman

Oscar

Wygląda na to, że przegapiliśmy jedyny dzień kiedy poziom wody w Mesangat był wyższy. Wracając wczoraj na tratwę mogliśmy wyraźnie zobaczyć ślady opadającej wody na brzegach i kiedy dotarliśmy do jeziora poziom wody wynosił z powrotem 35 cm. Taki mały żarcik jeziora Mesangat.

Wobec tego wciąż nie możemy dotrzeć do rejonów, gdzie przebywają C. siamensis, ale nadal znajdujemy tomistomy. Wczoraj wieczorem trafiliśmy na jedną z nich, która jak zwykle na nasz widok opadła na dno. Niestety akurat w tamtym miejscu woda miała trochę ponad metr głębokości, więc nie mogłabym dosięgnąć krokodyla ręką. A że nie mam zbyt dużej wprawy w super szybkim wyciąganiu pętli, to zanim odplątałam linkę z łódki tomistoma wyraźnie doszła do wniosku, że dłużej czekać nie będzie i odpłynęła.

Znów wracaliśmy z pustymi rękami, kiedy spotkaliśmy Pak Edi’ego, który akurat złapał dwie nowe tomistomy tego wieczoru. Dobrze, że znam ludzi, którzy potrafią łapać tu krokodyle, bo mi z czasem ewidentnie idzie coraz gorzej.

Na dodatek jedna z tomistom (Norman) mnie ugryzła kiedy wyciągałam ją z łódki. Właściewie ugryzła mnie dwa razy, bo kiedy otwierałam jej pysk, żeby uwolnić moje place, ugryzła mnie w drugą rękę. Na szczęście tylko najmniejsze krokodyle mnie gryzą i Norman miał zaledwie 50 cm długości, więc wciąż mam wszystkie palce. Ale w połączeniu z Nataschą, która oderwała sobie paznokieć z dużego palca u nogi przepychając łódź w drodze do Mesangat, odniosłyśmy wczoraj relatywnie sporo obrażeń.

Druga tomistoma – Oscar – jest większa i nie gryzie. Jeszcze.

Comments