Skip to main content

Pasar malam

On Mondays there is a night market, which actually starts around noon. Apart from gado gado and electricity during the day on Sundays, the market is one of a few long-term attractions of Muara Ancalong (for us!). So we came to stay the night in the village and renew our supplies of fresh fruits (Anton eats about half of them so our demand is pretty high), vegetables, peanuts and mosquito repellent – which we couldn't find.

We got some coconuts from the palms in our garden, celebrated Jacksen’s birthday, enjoyed a slightly better internet connection and had a break from sleeping at a weird angle of our raft, climbing trees, walking through mud, falling into spiderwebs and getting cramps from nights spent sitting in small boats.

All these activities haven't led to much success anyway – we haven't seen any crocs over the last few days. Just the regular birds, frogs, snakes, mosquitoes and fish. One of those – at least I hope it was a fish – tried to attack me the other night. We were slowly paddling through some vegetation when suddenly we heard some bubbling and seconds later something jumped out of the water, flew across our boat and disappeared on the other side. Either it was a flying croc or (more likely) ikan toman – snakehead fish Channa sp.

Toman fish are an invasive species that has unfortunately reached Mesangat and now happily eats other (local, possibly endemic) species of fish. They are big and aggressive so I suspect they might eat baby crocs as well. Which is why I’m so worried we haven't found Stevie yet.

Night market in Muara Ancalong

On the way back from Muara Ancalong (post-birthday nap)


W poniedziałki jest nocny targ, który zaczyna się już koło południa i trwa do późnego wieczora. Poza gado gado i prądem w ciągu dnia w niedzielę, jest to jedna z nielicznych stałych atrakcji Muara Ancalong. Wobec tego wróciliśmy na noc do wioski zaopatrzyć się w owoce (Anton znacznie zwiększa nasze zapotrzebowanie), warzywa, orzeszki i krem na moskity – którego nie było.

Pobawiliśmy się w zrywanie i rozłupywanie kokosów, świętowaliśmy urodziny Jacksena, nacieszyliśmy się trochę lepszym internetem i odpoczęliśmy od spania pod dziwnym kątem nachylenia naszej tratwy, nocnego siedzenia w małej łódce, łażenia po drzewach i błocie i wpadania w pajęczyny.

Nawiasem mówiąc ostatnio poszukiwania szły nam dosyć kiepsko i mimo stałego repertuaru żab, ptaków, węży, moskitów i ryb nie spotkaliśmy żadnego krokodyla. Natomiast jedna z ryb – a przynajmniej mam nadzieję, że to była ryba – usiłowała mnie ostatnio zaatakować. Płynęliśmy sobie spokojnie przez las kiedy nagle usłyszeliśmy plusk i coś wyskoczyło z wody, przeleciało przez naszą łódkę i wpadło do wody po drugiej stronie. Być może był to latający krokodyl ale prawdopodobnie raczej ikan toman – ryba żmijogłowowata Channa sp.

Ryby toman są gatunkiem inwazyjnym, który niestety dotarł do Mesangat i teraz w najlepsze wcina tutejsze (prawdopodobnie endemiczne) gatunki. Toman są duże i agresywne, więc podejrzewam, że nie gardzą też małymi krokodylami. Dlatego trochę się martwię, że nie znaleźliśmy jeszcze Stevie’go.

Comments