Skip to main content

Rain!

Last week we found a tomistoma nest and I wanted to put camera traps next to it to see the babies hatching out. Unfortunately – because it’s us – on our ‘expedition’ last week we not only forgot to take plates, spoons and enough drinking water, but also memory cards for the traps. So we had to come back this week.

This time we had 3 boats, because our team had grown to include Natascha, Pak Jay and Andreas – a scientist who came to stay with us for a few days. After three hours of paddling, squeezing through the floating grass mats, climbing trees to push the boat through the forest and admiring Pak Yus’ complete change of appearance after he put his glasses on, we got to the nest. Fortunately nothing’s changed there (nobody has taken/eaten the eggs), only this time we didn’t see Mrs. tomistoma.

As usual we waited until the night and surveyed on the way back. The water around the nesting location is much deeper than the rest of Mesangat so finally we saw some more crocs (9 tomistomas). But with high water level the chances of successful capture are decreasing, so as usual we caught no crocs. But we got a lot of frogs!

The survey back was also frequently punctuated by my screams because we kept crashing into trees. This time no wasps were involved but Pak Yus who, as it turns out, is not just wearing his glasses to appear more stylish. But fortunately we didn’t sink the boat this time.

So to have a bit of a rest, last night we surveyed very close to the raft. Natascha saw one tomistoma, Sebastian and I saw nothing, despite spending almost an hour sitting quietly in the flooded forest, where Sebastian tried to sink the boat:

Me: “Sebastian! Stop moving the boat! We’ll get the water in and sink! Besides, you’re making noise.”

Sebastian: “It’s not me, it’s the wind.”

Later the wind really came and with it some rain. Finally! The angle of the raft now is starting to get a bit uncomfortable.

Tomistoma nest

Sebastian setting a camera trap above the nest

Andi and Nat mosquito-proofed

Pak Yus wearing glasses!


W zeszłym tygodniu znaleźliśmy gniazdo tomistomy i chcieliśmy założyć kamery, żeby nagrać wykluwające się krokodyle. Niestety – jak to my – w czasie tamtej ekspedycji zapomnieliśmy zabrać nie tylko tylko talerze, łyżki i wystarczającą ilość wody, ale również karty pamięci do aparatów. Więc w tym tygodniu musieliśmy tam wrócić.

Tym razem mieliśmy 3 łódki, bo nasza grupa powiększyła się o Nataschę, Pak Jay’a i Andreasa – naukowca, który był u nas na tratwie kilka dni. I po trzech godzinach wiosłowania, przepychania się przez pływające maty z trawy, wchodzenia na drzewa, żeby łatwiej przepchnąć łódkę i podziwiania kompletnej zmiany wyglądu Pak Yus’a, który założył okulary, dotarliśmy do gniazda. Na szczęście nic się nie zmieniło (nikt nie zabrał/zjadł jajek), jedynie tym razem w pobliżu nie widzieliśmy Pani tomistomy.

Jak zwykle poczekaliśmy do wieczora (grając w Uno i Skata), po czym wyruszyliśmy w drogę powrotną/na poszukiwanie krokodyli. W tamtym rejone woda jest głębsza, więc w końcu widzieliśmy ich więcej: w sumie 9 (tomistomy). Ale przy głębszej wodzie ilość złapanych krokodyli się nie powiększa (raczej pomniejsza) – czyli standardowo 0. Złapaliśmy za to dużo żab!

Tradycyjnie droga powrotna obfitowała w sporo krzyków (głównie moich), bo co chwilę wpadaliśmy na drzewa – okazuje się, że Pak Yus nosi okulary nie tylko po to, by wyglądac bardziej stylowo, ale zwyczajnie niedowidzi (i nie pamięta drogi). Jednak o dziwo obyło się bez wywrotek.

Wczoraj wieczorem w ramach odpoczynku wypłynęliśmy znacznie bliżej. Natascha widziała jedną tomistomę. Sebastian i ja nie widzieliśmy nic, mimo, że spędziliśmy pół godziny siedząc w ciemnności w zalanym lesie, gdzie Sebastian starał się nas zatopić:

Ja: „Sebastian, przestań chybotać łodzią! Zaraz nabierzemy wody, a poza tym robisz hałas!“

Sebastian: „To nie ja, to wiatr.“

Potem faktycznie zerwał się wiatr i zaczęło padać. Nareszcie! Kąt przechylenia naszej tratwy powoli robi się niewygodny.

Comments