Skip to main content

5 crocs


What an eventful first day! On Saturday morning we moved to Mesangat. We now have a second, new raft, which is bigger and cooler (both literally and figuratively, thanks to roof isolation) so the living conditions over here have improved dramatically as well.

After a few hours of unpacking and gossip with Pak Yus and the gang, we went to one of the crocodile nests recently discovered by the fishermen. I'm pretty sure it belongs to C. siamensis but haven't seen the mother to confirm it. Perhaps that's not a bad thing as we're not sure how protective the females are. And since the nest was intact I didn't want to risk opening it to see the eggs only to be attacked by an angry crocodile on my first day. So I will just put a camera trap near it and hope for a good shot.

In the evening we did our first survey. The water level is very high (3 meters) which makes almost all the locations accessible and since we can use the engine and don't have to stop every 2 minutes to push through grass mats, surveying suddenly became incredibly quick and comfortable. Well, almost.

We found a tomistoma, about 60 cm long, and spent over an hour trying to catch it. It's not that this crocodile was particularly smart – judging by the number of times it surfaced and allowed us to approach it, it most certainly wasn't - but rather, we were not that great at catching it. It kept slipping out of the net and at one point even jumped out. So after five unsuccessful capture attempts I've decided we should just carry on surveying.

And just around the corner, we found not one, but over ten crocodiles! All were freshly hatched baby C. siamensis. We've never managed to find C. siamensis hatchlings before and until now weren't even sure about the time of the nesting season. I caught four of the babies but counted at least nine more. Capturing crocodiles that have just hatched is not difficult – they are unbelievably cute, don't run away and can't do much harm if they bite – unless you're chased by an angry parent. And as each baby was vocalising very loudly as soon as I caught it, I was a bit worried we could still have a nasty (and entirely justified) crocodile attack on my first night. But the mother never appeared.

On the way back we found our elusive tomistoma again. And after two more attempts,we finally caught it! As they say, seventh time is the charm!

Crocodile nest

We caught the tomistoma!

C. siamensis hatchlings



Pierwszy dzień na tratwie, a już sporo się wydarzyło! W sobotę rano przenieśliśmy się do Mesangat. Mamy teraz nową, większą tratwę z warstwą izolacyjną w dachu, dzieki czemu w środku jest.. no, nie można powiedzieć przyjemnie chłondo, ale nie jest nie do wytrzymania. Więc nasze warunki mieszkaniowe uległy niesamowitej poprawie.

Po tym jak się rozpakowaliśmy i wymieniliśmy najświeższe plotki z Pak Yus'em i resztą, popłynęliśmy obejżeć jedno z gniazd znalezionych przez rybaków. Jestem prawie pewna, że należy do C. siamensis, ale nie widziałam samicy,żeby to potwierdzić. Może to i dobrze, bo nie wiemy na ile ten gatunek pilnuje gniazda. A że głupio by było zostać zaatakowaną przez wściegłego krokodyla już pierwszego dnia, to wolałam nie ryzykować otwierania gniazda i liczenia jajek. Zamiast tego założę w pobliżu kamerę.

Wieczorem wypłynęliśmy na pierwsze nocne poszukiwanie krokodyli. Poziom wody jest bardzo wysoki (3 metry), dzięki czemu możemy dotrzeć praktycznie wszędzie. A ponieważ możemy też użyć silnika i nie musimy przeciskać się przez trawę, to nasze wyprawy nagle stały się łatwe i przyjemne. No, prawie.

Znaleźliśmy 60 cm długości tomistomę i spędziliśmy ponad godzine usiłując ja złapać. Nie oznacza to, że ten krokodyl był ponad przeciętnie bystry. Zważywszy na to, ile razy się wynurzał i pozwolił nam podejść, zdecydowanie nie był. Po prostu nam niezbyt dobrze szło łapanie i tomistoma co chwilę uciekała mi z sieci. W pewnym momencie nawet wyskoczyła. Więc po pięciu nieudanych próbach uznałam, że czas ruszać dalej.

I tuż za rogiem trafiliśmy nie na jednego, a na ponad dziesięć krokodyli! Wszystkie to świeżo wyklute C. siamensis. Jeszcze nigdy wcześniej nie udało nam się znaleźć malutkich C. siamensis i do tej pory nie byliśmy nawet pewni o jakiej porze roku się wykluwają. Złapałam cztery krokodylki, ale naliczyłam jeszcze co najmiej dziewięć pływających dookoła. Łapanie świeżo wyklutych krokodyli nie jest trudne – są niezwykle urocze, nie uciekają i nawet jeśli ugryzą, to nic sie nie stanie – no, chyba że pojawią się rodzice. Każdy z krokodylków głośno piszczał kiedy go złapałam, więc obawiałam się że jednak zostanę zaatakowana (co byłoby zupełnie zrozumiałe) pierwszej nocy. Ale na szczęście samica się nie pojawiła.

W drodze powrotnej znów spotkaliśmy naszą tajemniczą tomistomę. I po kolejnej nieudanej próbie w końcu ją złapaliśmy! Jak to mówią, do siedmiu razy sztuka!

Comments