Skip to main content

Ghosts (and crocodiles)


Last night during dinner we had the following conversation:

Pak Iwan: When you stayed in the Muara Ancalong office, have you ever seen a woman there? One that wasn't Suimah?

Me: No.

Pak Iwan: Are you sure? There was no woman sitting there?

Me: I don't think so... (Once, when I was sick and had a fever I was sure there was a tapir eating apples in front of my window there, but I don't think that counts as a strange woman)

Irna: Maybe she forgot.

Me: Is there a woman in Muara Ancalong office?

At that point they all exchanged looks.

Pak Yus: It's a ghost.

Pak Iwan: Earlier, someone was staying in the office and they saw a woman walking into the kitchen at night. And it wasn't anyone they knew.

Pak Yus: A ghost. Like from Nusa Palong. But you and Natascha are the ghosts from Nusa Palong!

Ghosts seem to be a regular feature around here. In fact, the first time Natascha and I were here, ghosts kept us from surveying in Nusa Palong for over a month. It wasn't that they were particularly active, just the fishermen didn't want to go to Nusa Palong after dark because of ghosts. We asked what the ghosts looked like and what were they doing that was so bad, and they said that sometimes there would be a noise when nothing was making a noise or a boat would move on it's own when it shouldn't. We asked if their reluctance to go there had perhaps anything to do with large crocodiles but they said crocodiles were not a problem.

Eventually we made it to Nusa Palong and have been going there regularly ever since. We never had any ghost-related problems so Natascha and I have been named the ghosts of Nusa Palong.

After dinner I asked Irna about the ghost in Muara Ancalong.

Irna: Some people still believe in ghosts, but I don't like ghost stories.

Me: But you know, I'm the ghost of Nusa Palong...

Irna: Oh no, don't say that! You're not a ghost, right?

Me: No, I'm not a ghost.

Irna: Good, because otherwise I would be scared to stay on this raft with you.

Me: What about the crocodile? (we still have a C. siamensis as I'm waiting for the transmitter glue to dry)

Irna: Oh, that's right, there is a crocodile here. Oh no, and when you go survey I'll have to stay with it here alone.

Me: Don't worry, it has a rubber band on its mouth and is in a cloth bag in a laundry basket. It won't escape.

Strictly speaking, a C. siamensis had once managed to escape from a bag from a shut wooden box. We're still not sure how it did that. But when I came back from the survey – empty handed, as usual – Irna had built a little fort from my bags around the crocodile basket. Just in case.

Crocodile fort


Wczoraj przy kolacji mieliśmy następującą rozmowę:

Pak Iwan: Kiedy nocowałaś w biurze w Muara Ancalong, wiedziałaś tam kobietę? I nie była to Suimah?

Ja: Nie.

Pak Iwan: Jesteś pewna? Nie widziałaś siedzącej tam kobiety?

Ja: Nie wydaje mi się... (kiedy byłam chora i miałąm gorączkę, byłam przekonana, że pod moim oknem w Muara Ancalong siedzi tapir i je jabłka, ale to się chyba nie liczy jako obca kobieta)

Irna: Może zapomniała.

Ja: W biurze w Muara Ancalong jest jeszcze jakaś kobieta?

Na to wszyscy wymienili spojrzenia.

Pak Yus: To duch.

Pak Iwan: Kiedys ktoś nocował w biurze i w śodku nocy zobaczył jakąś kobietę chodzącą po kuchni. I nikt nie wie, kim była.

Pak Yus: Duch. Tak jak duchy z Nusa Palong. Ale to Ty i Natascha jesteście duchami z Nusa
Palong!

Duchy są tu dość częstym problemem. Kiedy pierwszy raz byłyśmy z Nataschą w Mesangat, duchy uniemożliwiły nam wyprawy do Nusa Palong na ponad miesiąc. Nie były jakoś nadmiernie aktywne, po prostu żadnen z rybaków nie chciał być w Nusa Palong po zmroku ze względu na duchy. Kiedy zapytałyśmy jak te duchy wyglądają i co takiego robią, powiedzieli, że czasem słychać dziwięki, których nic nie wydaje, albo łódka rusza się, kiedy nie powinna. Zapytałyśmy też, czy być może ich niechęć do wypraw do Nusa Palong ma coś wspólniego z dużymi krokodylami, które tam są. Ale powiedzieli, że krokodyle to nie problem.

W końcu udało nam się ich przekonać do zabrania nas do Nusa Palong, i od tamtego czasu bywamy tam regularnie. Nigdy nie mieliśmy żadnych incydentów związanych z duchami, więc w końcu to Natascha i ja zostałyśmy nazwane duchami z Nusa Palong.

Później zapytałam Irnę o ducha z Muara Ancalong.

Irna: Niektórzy w to wierzą ale ja nie lubię historii o duchach.

Ja: Ale wiesz, że ja jestem duchem z Nusa Palong?

Irna: O nie, nie mów tak! Nie jesteś duchem, prawda?

Ja: Nie, nie jestem duchem.

Irna: To dobrze, bo tak to bałabym się z Tobią mieszkać na tratwie.

Ja: A krokodyl? (wciąż mamy C. siamensis, bo czekam aż klej do nadajnika wyschnie)

Irna: Właśnie, przecież nadal jest tu krokodyl. O nie, jak popłyniesz szukać krokodyli, będę musiała z nim tu zostać sama!

Ja: Nic się nie martw, ma na pysku gumkę i jest w torbie w koszyku na pranie. Nie ucieknie.

Ściśle mówiąc, już raz C. siamensis uciekł nam z torby zamkniętej w drewnianym pudle. Wciąż nie wiemy jak to zrobił. Więc kiedy w nocy wróciłam – jak zwykle bez nowych krokodyli – Irna zdążyła już zbudować z mojego bagażu mały fort wokól koszyka z krokodylem. Tak na wszelki wypadek. 

Comments