Skip to main content

Hatchlings and Moby


My second day on the raft turned out to be incredibly busy. First we went to set camera traps near the nest we visited on Saturday. I was contemplating opening it and checking the eggs, but as we approached it became obvious that the female is still around. There were fresh tracks on the vegetation on and around the nest and even the fishermen didn't look too sure about opening it. So we've settled for placing two cameras around it in hope of catching a glimpse of the female.

Back at the raft it took me much longer than I expected to measure and tag all the crocs we have. The C. siamensis hatchlings may be cute but are incredibly feisty and tried to bite me (with some success) all the time. In all this hassle I haven't had a chance to come up with any names yet, so have been referring to the C. siamensis as 'babies' and initially named the tomistoma Moby. We'll see if it sticks.

Moby is the only croc large enough to be fitted with a radio transmitter, which I glued to the nuchal shield (the 'neck'). I hope this glue holds as I haven't had a chance to test it on any crocs yet. So Moby is part of an experiment in more ways than one.

In the afternoon we went to release the crocs. We found an open nest (with broken shells) about 30 meters from where we found the hatchlings. So I'm assuming that was their nest. From there we followed to Sekgoy – a location I have never been to as the water level was never high enough to get there. And during the night survey, again I caught two crocs! Both of them were C. siamensis hatchlings from the same nest, and one is actually the same baby I caught the night before. So I'm not sure about its chances of making it to adulthood.

Later I also spotted a tomistoma. I was ready to catch it but when we got close enough I suddenly realised it was much too big to fit into my net. It was well over 1 m long and before I had a chance to grab a snare pole or steel my nerves and catch it by hand the croc dived and never appeared again. So things are more or less back to normal.


First bite!

C. siamensis baby

Releasing the hatchlings

Examining the nest


Mój drugi dzień na tratwie też okazał się pełen zajęć. Najpierw popłynęliśmy ustawić kamery koło gniazda, które widzieliśmy w sobotę. Rozważałam otwarcie gniazda, żeby zmierzyć i policzyć jaja, ale kiedy się zbliżyliśmy okazało się, że samica wciąż jest w okolicy. Dookoła były świeże ślady i nawet rybacy nie wyglądali na zbyt pewnych pomysłu grzebania w gnieździe. Więc ograniczyliśmy się do ustawienia dwóch kamer i mam nadzieję, że uda nam się uchwycić samicę.

Zmierzenie i oznakowanie wszystkch krokodyli na tratwie zajęło mi znacznie dłużej niż planowałam. Malutkie C. siamensis może i wyglądaja uroczo, ale są strasznie niegrzeczne i co chwilę usiłowały mnie ugryźć (momentami skutecznie). Przez to całe zamieszanie nie miałam jeszcze okazji wybrać imion, więc póki co zwracałam się do C. siamensis per 'maluchy', a tomistomę wstępnie nazwałam Moby.

Jedynie Moby jest na tyle duży, by założyć mu nadajnik radiowy, który przykleiłam mu na karku. Mam nadzieję, że klej wytyrzyma parę tygodni, bo nie miałam jeszcze okazji go przetestować na żywym krokodylu. Więc Moby jest całkowitym eksperymentem.

Po południu popłynęliśmy wypuścić krokodyle. Znaleźliśmy gniazdo ze skorupkami jajek jakieś 30 metrów od miejsca, gdzie trafiliśmy na maluchy. Więc zakładam, że to ich gnazdo. Następnie popłynęliśmy do Sekgoy, rzeki na której jeszcze nigdy nie byłam, bo poziom wody był zawsze za niski. I podczas nocych poszukiwań znowu złapałam dwa krokodyle! Oba to znów maluchy C. siamensis, a jeden z nich okazał się być tym samym, którego złapałam dzień wcześniej. Więc nie sądzę by miał duże szanse na przetrwanie.

Później zauważyłam tomistomę. Już byłąm gotowa, by ją złapać, kiedy nagle zdałam sobie sprawę, że jest znacznie większa, niż moja sieć. Miała ponad metr długości i zanim zdążyłam wziąć pętę lub mentalnie przygotować się na złapanie ją ręką, tomistoma zanurkowała i więcej się nie wynużyła. Więc wszystko wróciło do normy.

Comments