Skip to main content

Muara Ancalong


We're back in Muara Ancalong! The journey from Samarinda was not without delays, as first I've spent half an hour searching for the equator, which contrary to popular belief is not marked with a giant dotted line drawn around the globe. Or even with a sign. Apparently there used to be a sign, but no one has seen it since 2010. So I had to rely on my GPS to find the point where we cross back to the northern hemisphere. This took some time.

Then we've spent about two hours stuck in 'traffic' as heavy rains destroyed part of the road. We were the 14th car in the queue to drive (be towed) across a 1 m deep hole full of mud. Once we crossed and got to Muara Bengkal it turned out the rest of the road is flooded so we had to switch to a boat. It was already 5.30pm and we didn't have much daylight left, but we've managed to fit all the luggage and ourselves into a boat in record time and made it to the Yayasan Ulin office in Muara Ancalong before sunset.

Since it's still rainy season, the water level in the village is high. Everything except the road and the houses, which are built on stilts, is underwater. This includes our garden which gave us a perfect excuse to finally use the Stupid Boat 2. The boat was built for surveys and is extremely stable but too wide to fit in between the trees in Mesangat. Or to actually make it to Mesangat. Thus it was named the Stupid Boat 2 (Stupid Boat 1 is in Mesangat but also not able to fit in between the trees; or come back) and has been stuck in the shed until we finally used it today to ferry our equipment across the flooded garden.

However, the most exciting event of the day was the discovery that we have a washing machine in the office! Closely followed by my first proper gado gado of the year. And hopefully tomorrow we'll transfer to the raft and finally start the surveys.


Way to Muara Ancalong



Supid Boat 2!

High water level


Jesteśmy w Muara Ancalong! Podróż z Samarindy nie obyła się bez drobnych opóźnień, bo początkowo straciliśmy dobre pół godziny na szukaniu równika, który jak się okazuje nie jest wielką kreską namalowaną na kuli ziemskiej. Nie ma nawet znaku. Podobno kiedyś był znak, ale od 2010 roku nikt go nie widział. Więc musiałam polegać na moim GPS, żeby trafić na moment w którym wracamy na półkulę północną. To zajęło trochę czasu.

Potem na ponad dwie godziny utknęliśmy w “korku”, bo silne ulewy zniszczyły kawałek drogi. Byliśmy czternastym samochodem w kolejce do przejechania (bycia przecholowanym) przez ponad metrowej głębokości dziurę pełną błota. Kiedy w końcu udało nam się przez to przebrnąć i dojechaliśmy do Muara Bengkal, okazało się, że reszta drogi jest zalana i musimy się przesiąść na łodzie. Dochodziło już wpół do szóstej i nie mieliśmy zbyt wiele czasu do zachodu słońca, ale błyskawicznie (jak na nas) zapakowaliśmy sie do łódki i dotarliśmy do biura Yayasan Ulin w Muara Ancalong na czas.

Wciąż jest pora deszczowa i poziom wody jest bardzo wysoki. Wszystko poza ulicą i domami, które stoją na palach, jest pod wodą. W tym również nasz ogród, który odziela biuro od ulicy. Wobec tego w końcu mieliśmy okazję wykorzystać Stupid Boat 2. To łódź zbudowana specjalnie do łapania krokodyli i jest niezwykle stabilna, ale zbyt szeroka żeby przecisnąć się przez drzewa w Mesangat. I w ogóle dotrzeć do Mesangat. Dlatego nazwaliśmy ją Stupid Boat 2 (Stupid Boat 1 jest przycumowana do tratwy w Mesangat, ale również jest zbyt szeroka by przejść przez drzewa; albo wrócić z Mesangat) i do tej pory leżała w szopie. Aż do dziś, bo użyliśmy jej do przecholowania naszego bagażu przez zalany ogród.

Jednak zdecydowanie najbardziej ekscytującym wydarzeniem dnia było odkrycie, że mamy tu w biurze pralkę! I zjedzenia mojego pierwszego gado gado w tym roku. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to jutro przeniesiemy się na tratwę i w końcu rozpoczniemy poszukiwania krokodyli.

Comments