Skip to main content

Nusa Palong


We had a rather disappointing trip to Nusa Palong yesterday. During the dry season it's the one area in Mesangat where we're pretty much guaranteed to find dry land and tomistomas (and according to the fishermen, ghosts). But now the land has disappeared and with it all the crocs. We spent hours spotlighting and didn't see any eyeshines, snakes, birds, frogs, or ghosts. Even the fish seem to be fewer than normal and the only animals present in constant – if slightly unwelcome – numbers were mosquitoes.

The trip would have been very boring if not for the fact that it quickly changed from us trying to find crocodiles to us trying to find our way back (while keeping an eye out for crocs). I'm used to getting lost on the way back from Nusa Palong, as we usually have to go through the flooded forest. But navigating between the trees in the dark is very different to navigating in the open flooded grasslands, a route open now thanks to the high water level.

Moreover, both Pak Edi and I were relying on each other to know the way. He thought I knew where we were going because I had a GPS and I was sure he knew where we were going because he's been fishing in Mesangat most of his life. Turned out neither of us actually knew the way as I didn't log the GPS track to Nusa Palong in order to save some memory space. So we had to rely on my weakening spotlight and vague GPS waypoints I've made earlier (“Pak Yus was here”, “way to the nest”).

To make matters worse, the water level on flooded grasslands changes very rapidly. It can rise and drop over 50 cm in just a few hours. So although it was high on our way to Nusa Palong in the late afternoon, by midnight it had already dropped significantly. Thus we were facing a very real possibility of getting stuck somewhere behind Nusa Palong – in an area we know has large crocodiles (not to mention ghosts!) – not just for the night but until the next rain. And who knew when that may be?

Obviously I'm not writing this entry from a canoe in Nusa Palong and eventually we did make it back. And just as we got to the raft it started to rain!

Flooded grassland

Nusa Palong

Waiting for the survey to start


Wczoraj mieliśmy dość mało udaną wyprawę do Nusa Palong. W porze suchej to jedyne miejsce w Mesangat gdzie trafienie na suchy ląd i tomistomy (a według rybaków, również duchy) jest praktycznie gwarantowane. Ale teraz ląd zniknął i wraz z nim wszystkie krokodyle. Przez wiele godzin szukaliśmy czegokolwiek, ale nie zobaczyliśmy ani jednego krokodyla, węża, ptaka, żaby, czy ducha. Nawet ryb było mniej niż zwykle i jedyne zwierzęta, których liczba - niestety – nie uległa zmianie, to moskity.

Nasza wyprawa byłaby więc bardzo nudna, gdyby nie to, że szybko zmieniła się z poszukiwania krokodyli w poszukiwanie drogi powrotnej (uważając na krokodyle). Już przyzwyczaiłam się do faktu, że gubimy się w drodze z Nusa Palong, bo zwykle musimy przepłynąć przez zalany las. Ale tym razem płynęliśmy przez zalane łąki i nawigacja w ciemności między drzewami znacznie różni się od nawigowania na otwartej przestrzeni.

Na dodatek, Pak Edi i ja oboje sądziliśmy, że to druga osoba zna drogę. Pak Edi myślał, że wiem gdzie mamy płynąć bo mam GPS, ja sądziłam że Pak Edi zna trasę, bo w końcu łowi tu ryby przez większość swojego życia. Okazało się, że żadne z nas nie znało trasy, bo nie zapisałam naszej drogi do Nusa Palong w GPS, żeby oszczędzać pamięć. Więc musieliśmy polegać na mojej lampie, której powoli wyczepywała się bateria, i dość mało precyzyjnych punktach, które zapisałam w GPS wcześniej (“Pak Yus tu był”, “droga do gniazda”).

Jakby tego było mało, poziom wody na zalanych łąkach bardzo szybko się zmienia. Może podnieść się lub opaść nawet o 50 cm w ciągu zaledwie kilku godzin. Więc mimo, iż w drodze do Nusa Palong po południu poziom wody był wysoki, to koło północy już dość mocno opadł. Mieliśmy wobec tego szansę utknąć gdzieś za Nusa Palong – w miejscu, gdzie wiemy że występują duże krokodyle (nie wspominając już o duchach!) - nie tylko do rana, ale do następnego deszczu. A kto wie, kiedy to by nastąpiło?

Oczywiście, nie piszę tego bloga z łódki w Nusa Palong i w końcu udało nam się wrócić. A kiedy tylko dotarliśmy do tratwy, zaczęło padać!

Comments