Skip to main content

Bekantan


On our way to radio track Koko yesterday, we found a group of proboscis monkeys Nasalis larvatus sitting in the trees over Mesangat river. Early mornings and late afternoons are the best time to see these animals as they usually move around the river's edge. Most early mornings I'm sound asleep, but fortunately we occasionally see these monkeys in the afternoons.

Filming them is a bit of a challenge since they usually run away as soon as they notice people approaching, or hide behind many leaves and branches high up in the trees. And unlike Anton they can't be bribed with bananas so will never approach our rafts.

But they're still some of my favourite animals in Mesangat. During my first encounter with them, back in 2010, I was sitting with one of the fishermen in a small boat on the river waiting to start the croc survey. It was already dark, and suddenly we heard very loud roaring from the river bank about 10 meters from our boat. It sounded like a group of lions fighting with tigers and while I knew that was unlikely – both lions and tigers are not very common in Borneo – I had no idea what it was. Back then I also didn't know the name for proboscis monkey in Indonesian (bekantan) so I've spent the whole survey slightly worried that at any moment we'll get attacked by some mysterious wild cats.

Since then our encounters with N. larvatus have been a lot less creepy and usually involved some rustling of branches, us frantically pulling out our cameras, and a large orange shape with a white tail flying over our heads and disappearing in the trees. But sometimes they sit still.

Mesangat: Nasalis larvatus female with a baby (photo by Suimah, Yayasan Ulin)


Kiedy wczoraj popłynęliśmy poszukać Koko, trafiliśmy na grupę nosaczy Nasalis larvatus siedzących na drzewach nad rzeką Mesangat. Najlepszym czasem na oglądanie tych zwierząt są wczesne ranki i późne popołudnia, kiedy kręcą się nad rzeką. Wcześnie rano zwykle jeszcze śpię, ale czasem widzimy te małpy późnym popołudniem.

Filmowanie ich nie jest proste, bo zwykle uciekają jak tylko zobaczą zbliżających się ludzi. Albo chowają się wysoko na drzewach, przesłonięte liśćmi i gałęziami. I w przeciwieństwie do Antona nie można ich przekupić bananami, więc nigdy nie zbliżają się do naszej tratwy.

Ale to jedne z moich ulubionych zwierząt w Mesangat. Chciaż moje pierwsze spotkanie z nimi było trochę straszne. W 2010 roku, podczas jednej z moich pierwszych wypraw na poszukiwanie krokodli, siedziałam z jednym z rybaków w małej łódce na rzece, czekając na rozpoczęcie poszukiwań. Było już ciemno i nagle usłyszęliśmy głośne ryki i powarkiwania dochodzące z brzegu rzeki, jakieś 10 metrów od naszej łódki. Brzmiało to jak walka lwów z tygrysami i choć wiedziałam, że to dość moło prawdopodobne – lwy i tygrysy raczej się na Borneo nie trafiają – nie miałam pojęcia co to jest. Nie wiedziałam wtedy jeszcze jak jest nosacz po indonezyjsku (bekantan), więc spędziłam większość nocy martwiąc się, że za chwilę zaatakują nas jakieś tajemnicze wielkie koty.

Od tamtego czasu nasze spotkania z N. larvatus były znacznie mniej przerażające i zwykle składały się z szelestu gałęzi, szybkiego poszukiwania aprartu w torbie, i wielkiego pomarańczowego kształtu z białym ogonem przelatującego nad naszymi głowami, szybko znikając wśród gałęzi. Ale czasem nosacze siedzą nieruchomo.

Comments