Skip to main content

Bright nights


The second week is almost over and I haven't seen a single tomistoma. It will be full moon very soon, which means the nights are bright and spotlight surveys are difficult. The key to approaching a weary animal successfully is to not be seen. A bright spotlight at the front of the boat is all that the croc can see and the moment before it realises there is a boat with people behind is often sometimes enough to catch or at least have a good look at it. But as the moon illuminates the boat behind the spotlight, only the young and inexperienced hatchlings can be approached and captured.

Crocodylus siamensis seem to be doing well. The hatchlings we've been encountering for the past two weeks are growing and getting more aggressive every day: I now have several bite marks on my fingers. Luckily the “magic” water from Mesangat seems to prevent infections and the cuts heal fast. But it's one of the reasons I'm slightly more fond of tomistomas – they're much easier to handle and once caught they just give in and calmly tolerate my examinations.

With C. siamensis it's the constant struggle, hissing and snapping. But maybe that's why they're still here? Because while they will do everything to avoid humans if they can, once confronted they fight. And while the nest of the Mama Croc has not hatched yet, it is still intact so the female is guarding it successfully. We're all waiting.

C. siamensis baby ready to strike

Disappearing quickly after release

Irna

Pak Iwan


Zbliża się koniec drugiego tygodnia i nie trafiłam jeszcze na żadną tomsitomę. Niedługo będzie pełnia księżyca, a jasne niebo bardzo utrudnia nocne poszukiwania krokodyli. Kluczem do udanego podejścia do płochliwego zwierzęcia jest pozostanie niezauważonym. Mocne światło na dziobie łodzi jest jedynym punktem, który krokodyl widzi, i moment zanim zorientuje się, że za światłem są ludzie zwykle czasem wystarcza, by go złapać lub chociaż się mu przyjżeć. Ale gdy księżyc oświetla łódkę za lampą, jedynie młode i niedoświadczone maluchy dają się podejść i złapać.

Crocodylus siamensis wydaje się neźle trzymać w Mesangat. Maluchy, które na które trafiamy od dwóch tygodni rosną i stają się coraz bardziej agresywne: mam już kilka ugryznień na palcach. Na szczęście “magiczna” woda z Mesangat zapobiega infekcjom i rany bardzo szybko się goją. Ale to jeden z powodów, dla których trochę bardziej lubię tomistomy – znacznie łatwiej utrzymać nad nimi kontrolę i złapane spokojnie tolerują badania.

Badanie C. siamensis jest ciągłą walką, pełą syczenia i ugryzień. Ale może to dlatego C. siamensis wciąż są w Mesangat? Bo chociaż zrobią wszystko co mogą, by uniknąć spotkania z człowiekiem, to zmuszone do konfrontacji – walczą. Mama Croc też dobrze sobie radzi i pilnuje gniazda. Wszyscy czekamy na wyklucie jej maluchów.

Comments