Skip to main content

Koko


Irna had to go back to Muara Ancalong to her sick mum yesterday, so now I'm on my own in the new raft. Of course, I'm not alone in Mesangat, and Pak Iwan and Pak Ing are living in the old raft next door. But a lot of people have been ill recently: Pak Iwan's daughter, the lady who makes gado gado in Muara Ancalong, Pak Yus's grandson, then his wife and now Pak Yus. I gave him some paracetamol from Poland as he was staying on his raft and ran out of medications, but he's still not well and told me he's too old for surveys. Which is not a total surprise.

It's probably my paranoia suspecting all these cases are linked to the increase in the mosquito population but I've become a lot more strict with taking my Malaria prophylaxis. Sadly there's nothing I can do against Dengue Fever. But hopefully my Jakarta food poisoning counted as the annual 'Illness in Indonesia' and I'll be ok for the remaining month as I don't want to be away from Mesangat too much.

We haven't seen any tomistomas recently and I've had various theories, ranging from 'We're Going To The Wrong Places', 'The Water Level Is Too High', 'The Moon Is Too Bright' through to 'They're All Gone!'. It seems like most of these might be right, except that they're not all gone. Last night we caught another one!

After another unsuccessful survey in the open locations we decided to check out Mesangat Hulu – the river connecting our rafts to the large Kelinjau River. It was already 1am when we set off, and after about an hour we spotted a small tomistoma. The current was very strong, so to get to the croc we had to turn the boat and started drifting backwards. The tomistoma was also drifting and with both Pak Iwan and me leaning out of the boat and jumping over each other trying to grab the croc that was constantly popping up carried by the current, it was probably the silliest looking capture we've ever done. But a successful one!

To celebrate the start of Euro 2012 in Poland – which I'll miss completely – I've named the tomistoma Koko. After the official song of the Polish football team.

Koko

Releasing it back into Mesangat river


Irna musiała wczoraj wrocić do Muara Ancalong do chorej matki, więc jestem teraz sama na nowej tratwie. Oczywiście, nie jestem sama w Mesangat - Pak Iwan i Pak Ing mieszkają na starej tratwie tuż obok. Ale sporo osób było ostatnio chorych: córka Pak Iwana, pani robiąca gado gado w Muara Ancalong, wnuk Pak Yus'a, następnie jego żona a potem sam Pak Yus. Dałam mu Gripex, bo nie miał żadnych leków na tratwie, ale i tak jeszcze nie wyzdrowiał i powiedział mi, że jest już za stary na nocne wyprawy na krokodyle. Co nie jest dla nikogo wielką niespodzianką.

To pewnie moja paranoja, ale zaczęłam podejżewać, że te wszystkie choroby są związane ze zwiększeniem się populacji moskitów i bardziej się pilnuję przy codziennym braniu tabletek przeciw malarii. Niestety nic nie mogę zrobić przeciw gorączce Denga. Ale mam nadzieję, że moje zatrucie pokarmowe w Jakarcie liczy się jako tradycyjna coroczna 'Choroba w Indonezji' i w tym ostatnim miesiącu już nic mi nie będzie, bo nie chcę spędzać za dużo czasu poza Mesangat.

Ostatnio nie widzieliśmy żadnych tomistom i miałam już różne teorie, od 'Szukamy W Złych m
Miejscach', przez 'Poziom Wody Jest Zbyt Wysoki', 'Księżyc Za Mocno Świeci' do 'Nie Ma Tu Już Żadnej Tomistomy!'. Wygląda na to, że większość z tych teorii może okazać się prawdziwa, ale tomistomy na pewno jeszcze tu są. Bo wczoraj w nocy jedną złapaliśmy!

Po kolejnych nieudanych poszukiwaniach na otwartej przestrzeni, postanowiliśmy sprawdzić Mesangat Hulu – rzekę łączącą nasze tratwy z dużą rzeką Kelinjau. Kiedy wyruszaliśmy była już pierwsza w nocy, ale po godzinie zauważyliśmy małą tomistomę. Prąd w rzece był bardzo silny, więc żeby dostać się do krokodyla musieliśmy obrócić łódź i dryfować tyłem. Tomistoma też dryfowała, i musieliśmy z Pak Iwanem bardzo dziwnie wyglądać wychylając się z łodzi i przeskakując od dziobu do rufy usiłując chwycić krokodyla, który niesiony prądem co chwilę się wynużał. Ale udało nam się go złapać!

I aby uczcić rozpoczęcie Euro 2012 w Polsce – które kompletnie przegapię – nazwałam tomistomę Koko.  

Comments